Bezsilność i moc często są częścią tego samego procesu.

Bezsilność i moc są częścią tego samego procesu.

Kiedy pojawia się bezsilność, większość ludzi od razu chce z niej wyjść.

 

Naprawić ją.
Przyspieszyć.
Zrozumieć.
Odzyskać kontrolę.

 

Bo bezsilność kojarzy nam się z czymś złym.

 

Ze słabością.

Z zatrzymaniem.
Z przegraną.
Z utratą siebie.

Z lenistwem, brakiem produktywności.

 

A przecież bardzo często dzieje się dokładnie odwrotnie.

Bezsilność nie zawsze oznacza, że tracisz siebie.

Czasem oznacza, że po raz pierwszy przestajesz się od siebie oddalać.

 

To nie jest brak siły.

To jest moment, w którym kończy się siła oparta na napięciu.

 

Na kontrolowaniu.
Na utrzymywaniu wszystkiego.
Na dawaniu rady za wszelką cenę.

 

I właśnie dlatego ten stan jest tak trudny.

Bo przestaje działać sposób funkcjonowania, który znałaś przez lata.

Najczęściej próbujemy wtedy wrócić do „normalności”.

 

Do wersji siebie, która:

  • była sprawcza
  • ogarniała
  • wiedziała
  • działała mimo zmęczenia

Ale ciało już nie chce współpracować w ten sam sposób.

 

I to nie jest przypadek.

 

Ciało bardzo długo potrafi iść przeciwko sobie.

 

Potrafi:

  • działać mimo przeciążenia
  • uśmiechać się mimo smutku
  • być silne mimo braku przestrzeni na oddech

 

Aż w pewnym momencie zatrzymuje się.

Nie dlatego, że jest słabe.

Dlatego, że nie chce już dalej żyć wbrew sobie.

 

I właśnie wtedy pojawia się bezsilność.

Nie jako kara.

Jako zatrzymanie.

 

To ciało pierwsze mówi prawdę.

Zanim zrozumie to głowa.

 

Pojawia się:

  • ciężar
  • spowolnienie
  • napięcie
  • brak energii, którego nie naprawia odpoczynek

 

Czasem oddech robi się płytszy.

Czasem ciało staje się bardziej czułe.

 

Czasem pojawia się potrzeba wycofania ze świata, który jest za głośny.

I bardzo często próbujemy wtedy „wrócić do formy”.

Ale może to nie forma jest problemem.

Może problemem jest sposób, w jaki próbowałaś przetrwać.

 

Bezsilność nie jest przeciwieństwem mocy.

To bardzo ważne.

 

Bezsilność i moc często są częścią tego samego procesu.

Bo prawdziwa moc nie rodzi się z napięcia.

Nie rodzi się z ciągłego kontrolowania życia.

Nie rodzi się z udowadniania sobie, że jeszcze dasz radę.

 

Prawdziwa moc zaczyna pojawiać się wtedy, kiedy organizm przestaje podtrzymywać wszystko siłą.

 

Kiedy coś w Tobie mówi: już nie chcę tak dalej.

I być może właśnie dlatego bezsilność jest tak ważnym momentem.

 

Bo ona zatrzymuje to, co było utrzymywane kosztem siebie.

 

Relacje.
Mechanizmy.
Tempo życia.
Sposób funkcjonowania.

To dlatego ten stan bywa tak bolesny.

Bo nie rozpada się tylko „plan”.

 

Rozpada się sposób bycia sobą.

Najtrudniejsze jest to, że bezsilności nie da się przyspieszyć.

Nie można jej dobrze wykonać.

Nie można jej „rozwiązać” głową.

Można jedynie powoli zacząć być w niej inaczej.

 

Bardziej miękko.
Bardziej prawdziwie.
Bez ciągłego zmuszania siebie do powrotu do starej wersji.

I wtedy zaczyna pojawiać się coś nowego.

 

Nie spektakularnie.

 

Cicho.

 

Wraca oddech.
Wraca czucie.
Wraca kontakt.

 

Ale już nie z miejsca napięcia.

Tylko z miejsca większej prawdy.

 

Być może bezsilność nie pojawia się po to, żeby odebrać Ci moc.

 

Być może pojawia się po to, żebyś przestała mylić moc z przetrwaniem.

I być może właśnie tam…

w tym zatrzymaniu…

zaczyna się prawdziwa zmiana.

Udostępnij post: