Zaufanie do procesu to nie bierność

Zaufane do procesu to nie bierność

Zaufanie do procesu nie polega na tym, że siadamy i czekamy, aż życie zrobi coś za nas.

 

Nie polega na ignorowaniu faktów.
Nie polega na udawaniu spokoju.
Nie polega na tłumaczeniu sobie wszystkiego zdaniem: „widocznie tak miało być”.

 

Dojrzałe zaufanie jest dużo bardziej konkretne.

 

To umiejętność zrobienia najbliższego kroku, nawet jeśli nie znamy jeszcze całej drogi.

 

Nie z lęku.
Nie z przymusu.
Nie po to, żeby wymusić wynik.

 

Tylko dlatego, że ten krok jest prawdziwy.

 

Nie muszę znać całej drogi

 

Bardzo często chcemy mieć pewność, zanim ruszymy.

 

Czy to jest dla mnie dobre.
Czy ten kierunek ma sens.
Czy nie popełnię błędu.

 

Ale życie rzadko daje pełną odpowiedź na początku.

 

Najczęściej pokazuje tyle, ile trzeba na teraz.

 

Rozmowę, której nie da się już odkładać.
Granicę, którą trzeba postawić.
Decyzję, która od dawna czeka.
Jedno „tak”, które jest spokojne.
Jedno „nie”, którego nie da się już dłużej udawać.

 

Zaufanie zaczyna się wtedy, kiedy przestajemy szarpać rzeczywistość za rękaw i zaczynamy widzieć, co naprawdę jest przed nami.

 

Nie całą mapę.

 

Najbliższy krok.

 

Lęk chce gwarancji

 

Lęk często mówi rozsądnym głosem.

 

„Musisz wiedzieć już teraz”.
„Musisz się zabezpieczyć”.
„Nie ruszaj, dopóki nie masz pewności”.
„To nie ma sensu”.

 

Ale pewność nie zawsze przychodzi przed decyzją.

 

Najczęściej przychodzi dopiero po tym, jak zrobimy krok i zobaczymy, co pokaże rzeczywistość.

 

To nie jest magia.

 

To jest obserwacja konsekwencji.

 

Nie wszystko da się rozstrzygnąć w głowie.

Niektóre rzeczy trzeba sprawdzić w życiu.

 

Zaufanie patrzy na fakty

Zaufanie do procesu nie oznacza, że mamy ufać każdemu człowiekowi, każdej sytuacji i każdej obietnicy.

 

Przeciwnie.

 

Dojrzałe zaufanie ma otwarte oczy.

 

Zauważa, kto jest spójny.
Kto tylko mówi.
Gdzie jest ruch.
Gdzie jest mgła.
Co wzmacnia.
Co regularnie zabiera energię.
Przy kim robi się spokojniej.
Przy kim zaczynamy tracić głos.

 

To nie jest kontrola.

 

To jest kontakt z rzeczywistością.

 

Można ufać procesowi i jednocześnie mówić „nie”.
Można nie znać końca drogi i nadal nie oddawać siebie byle komu.
Można być otwartą i nie być naiwną.

 

 

Zaufanie bez granic szybko przestaje być zaufaniem.

 

Staje się opuszczaniem siebie.

 

Prowadzenie bywa praktyczne

Czasem to, co nazywamy prowadzeniem, nie przychodzi jako wielki znak.

 

Przychodzi jako konkret.

 

Życie często pokazuje kierunek przez zwyczajne rzeczy.

 

Przez fakty.
Przez konsekwencje.
Przez powtarzające się sytuacje.
Przez ludzi, przy których robimy się większe.
I przez tych, przy których stale robimy się mniejsze.

 

Nie zawsze trzeba szukać znaku wysoko.

 

Czasem wystarczy zobaczyć to, co od dawna leży przed nami na stole.

 

Na koniec

 

Zaufanie do procesu to nie bierność.

 

To nie czekanie bez końca.
Nie tłumaczenie wszystkiego losem.
Nie zostawanie tam, gdzie od dawna tracimy siebie.

 

Zaufanie widać w decyzjach.

 

W tym, że robię krok.
Sprawdzam fakty.
Koryguję kierunek.
Odpoczywam, kiedy ciało już nie niesie.
Stawiam granicę, kiedy coś przestaje być dobre.
Nie przyspieszam tego, co potrzebuje czasu.
Ale też nie czekam tam, gdzie życie od dawna pokazuje mi zamknięte drzwi.

 

To jest ziemskie zaufanie.

 

Bez mgły.
Bez naiwności.
Bez udawania, że wszystko samo się ułoży.

 

 

Robię jeden krok.

I patrzę, co pokaże rzeczywistość.

 

Udostępnij post: