Zdrowienie zaczyna się, kiedy przestajesz być grzeczna

Jest taki moment w procesie zdrowienia, którego większość osób zupełnie się nie spodziewa.

Myślisz, że praca z ciałem sprawi, że będziesz spokojniejsza.

Bardziej odporna.

Bardziej pojemna.

Że nauczysz się mniej reagować i więcej wytrzymywać.

 

A potem dzieje się coś odwrotnego.

 

Zaczynasz wytrzymywać mniej.

Mniej chaosu.

Mniej niespójności.

Mniej rozmów, po których długo dochodzisz do siebie.

Mniej relacji, w których Twoje ciało mówi „nie”, a Ty nadal próbujesz je przekonać, że przecież nic takiego się nie stało.

 

I wtedy możesz pomyśleć, że coś jest z Tobą nie tak.

Że stałaś się trudniejsza.

Mniej elastyczna.

Mniej wyrozumiała.

 

Tylko że największym znakiem zdrowienia nie zawsze jest to, że więcej wytrzymujesz.

 

Czasem jest nim to, że przestajesz godzić się na rzeczy, które wcześniej uważałaś za normalne.

Nie dlatego, że stałaś się słabsza.

Dlatego, że przestałaś być od siebie odłączona.

 

Przez lata wiele z nas uczyło się być grzecznymi.

Pomagać.

Rozumieć.

Nie odmawiać.

Nie rozczarowywać.

Odbierać telefon, choć ciało prosi o ciszę.

Iść na spotkanie, choć wszystko w środku mówi, że nie mamy już na nie przestrzeni.

Wytrzymywać jeszcze trochę.

 

Dawałyśmy radę.

Tylko czy naprawdę miałyśmy większą pojemność?

A może po prostu miałyśmy mniejszy kontakt ze sobą?

Może nie byłyśmy silniejsze.

Może byłyśmy lepiej wytrenowane w opuszczaniu samych siebie.

 

Bo jeśli przez lata nie czułaś własnego zmęczenia, nie oznacza to, że go nie było.

Ono było.

W napiętych barkach.

W ściśniętym brzuchu.

W ciężkości po spotkaniach.

W potrzebie pobycia samej.

W ciele, które próbowało zatrzymać Cię wcześniej, niż Ty byłaś gotowa się zatrzymać.

 

Nie przestałaś czuć.

Nauczyłaś się nie słuchać.

 

Kiedy odzyskujesz kontakt ze sobą, zaczynasz zauważać nie tylko napięcie.

Zauważasz wszystkie momenty, w których Twoje „tak” nie było prawdziwym „tak”.

 

Rozmowy, które prowadziłaś z obowiązku.

Spotkania, na które szłaś, żeby nikogo nie rozczarować.

Relacje, w których więcej energii wkładałaś w rozumienie drugiej osoby niż w słuchanie siebie.

 

Zauważasz, jak często mówiłaś „nic się nie stało”, choć coś w Tobie właśnie się zamykało.

Jak często zostawałaś dłużej, niż chciałaś.

Jak często tłumaczyłaś czyjąś niespójność, zamiast uznać własny dyskomfort.

Jak często próbowałaś być łatwa do kochania kosztem bycia prawdziwą.

 

Nie stajesz się trudniejsza.

Po prostu grzeczność przestaje być ważniejsza od prawdy.

I właśnie wtedy zaczynasz rozumieć, ile kosztowała Cię grzeczność.

 

Nie tylko w wielkich przekroczeniach.

Także w małych momentach, w których porzucałaś siebie, żeby utrzymać relację, spokój albo nadzieję, że tym razem ktoś w końcu Cię wybierze.

 

Wtedy pojawiają się pytania:

„Czy staję się mniej empatyczna?”

„Czy jestem zbyt wymagająca?”

„Czy zamykam się na ludzi?”

A może po raz pierwszy od dawna przestajesz zamykać się na siebie?

 

Może nie tracisz empatii.

Może przestajesz używać jej przeciwko sobie.

 

Może nie uciekasz od bliskości.

Może przestajesz nazywać bliskością to, przy czym cały czas czujesz się samotna.

 

Zdrowienie nie zawsze wygląda jak większy spokój.

Czasem wygląda jak złość.

Jak niechęć.

Jak odwołane spotkanie.

Jak nieodebrany telefon.

Jak krótkie „nie”.

Jak moment, w którym nie próbujesz już przekonać siebie, że powinnaś chcieć czegoś, czego nie chcesz.

 

To nie jest egoizm.

To nie jest zamknięcie serca.

To moment, w którym organizm przestaje traktować przeciążenie jako cenę za bycie dobrą osobą.

 

Przez lata wiele z nas myliło poświęcenie z miłością.

Dostępność z bliskością.

Wytrzymywanie z siłą.

Rezygnowanie z siebie z lojalnością.

 

Ale ciało zna różnicę.

 

Wie, kiedy dajesz z pełni, a kiedy ze strachu.

Wie, kiedy zostajesz, bo chcesz, a kiedy boisz się odejść.

Wie, kiedy Twoje „tak” jest prawdziwe, a kiedy wypowiedziane po to, żeby ktoś się nie odsunął.

 

W zdrowieniu przychodzi moment, kiedy nie potrafisz już wrócić do dawnego poziomu nieczucia.

 

Nie chcesz naprawiać każdej relacji.

Nie masz ochoty tłumaczyć każdemu, dlaczego coś Ci nie służy.

Coraz mniej interesuje Cię, czy ktoś uzna Twoją granicę za przesadę.

Coraz bardziej interesuje Cię, co dzieje się z Tobą, kiedy tej granicy nie stawiasz.

 

I nie wszyscy będą z tego zadowoleni.

Zwłaszcza ci, którzy byli przyzwyczajeni, że zrozumiesz.

Że poczekasz.

Że wybaczysz.

Że zgodzisz się na mniej.

 

Twoje zdrowienie może wyglądać dla nich jak zmiana na gorsze.

I to również jest część zdrowienia.

Nie tylko odzyskiwanie siebie.

Także tracenie tego, co mogło istnieć wyłącznie wtedy, kiedy siebie nie słuchałaś.

 

Z czasem rozumiesz, że Twoja wrażliwość nie była problemem.

Problemem było to, że próbowałaś żyć tak, jakby jej nie było.

 

Że zmęczenie jest informacją.

Że niechęć może być granicą.

Że złość bywa energią powrotu do siebie.

 

Dlatego nie wybierasz mniej ludzi.

Wybierasz mniej relacji, w których musisz porzucać siebie.

Nie stajesz się mniej kochająca.

Przestajesz nazywać miłością to, co wymaga od Ciebie ciągłego przekraczania własnych granic.

 

Nie każda relacja przetrwa Twoje zdrowienie.

Nie każdy zostanie, kiedy przestaniesz się kurczyć, tłumaczyć i zgadzać na mniej.

 

Bo prawdziwa Ty nie zawsze odbiera telefon.

Nie zawsze daje kolejną szansę.

Nie zawsze zostaje.

Ale już nie odchodzi od siebie.

 

I właśnie na tym polega zdrowienie:

możesz stracić innych,

ale przestajesz tracić siebie.

Udostępnij post: